Czy warto inwestować w drogie kaski?

Rower zacząłem traktować poważnie dość późno. Jednoślad oczywiście zawsze był w domu, miałem go od dziecka, ale nigdy jazda na nim nie górowała nad innymi aktywnościami. Koszykówka, bieganie, pływanie jakoś bardziej mnie zajmowały. Stan taki utrzymywał się do mniej więcej 2007 roku, kiedy to ukończyłem 24 lata. Potem poszło już błyskawicznie, nawet nie pamiętam do końca, co sprawiło, że najpierw zacząłem wyprawiać się na dłuższe wycieczki na znacznie za dużym dla mnie marketowcem ojca, a później kupiłem pierwszy poważny rower – Gary Fisher Advance. Szybko przestał wystarczać, więc zastąpiłem go popularnym wówczas Radonem ZR Team na XT i Rebie. Pojawili się nowi znajomi, ustawki rowerowe, pierwsze maratony. W międzyczasie, niepostrzeżenie, ewoluowała moja stylówa – spodenki z pampersem, koszulka termiczna, buty SPD. I choć nigdy nie zaliczyłem poważnej gleby na rowerze, to obserwacje innych rowerzystów oraz rozmowy z nimi przekonały mnie, że czas najwyższy pomyśleć też o bezpieczeństwie i wyposażyć się w kask…

Rowerowe szaleństwo trwa na szczęście do dziś, ciągle ewoluuje i niewiele ma już wspólnego z opisanymi wyżej początkami. Przez te wszystkie lata miałem do czynienia z trzema modelami kasków, każdy kolejny był lepszy oraz oczywiście droższy od poprzedniego. Tysiące kilometrów przejechanych w modelach różnej klasy to wystarczający materiał, aby podzielić się wnioskami z ich użytkowania. Co ciekawe, nie wymieniałem kasków z powodu ich uszkodzenia, a jedynie z czystej ciekawości, co oferują inni producenci, no i trochę z czysto ludzkiej potrzeby wymiany opatrzonego i znoszonego już wyposażenia. Na rowerze praktycznie się nie przewracam, a przynajmniej nie tak, abym mógł przekonać się o skuteczności kasków w zakresie bezpieczeństwa. Ocenić mogę komfort użytkowania i wskazać praktyczne korzyści, jakich doświadczymy, zmieniając kask na model z wyższej półki. Do dzieła!

Jako pierwszy na mojej głowie zagościł Casco Ventec – kupiony na szybko w Intersporcie, bez specjalnego przygotowania i wywiadu wśród znajomych. Pasowały kolor i cena, dobrze leżał na głowie. Model ten nie jest wybitny – 14 otworów wentylacyjnych (w chwili kupna było to dla mnie pojęcie raczej egzotyczne), masywna konstrukcja i deklarowana masa 312g, faktycznie zapewne nieco wyższa, to wyniki mocno średnie. Kask służył mi jakieś 3 lata, na rowerze górskim i szosowym, był ze mną na najdłuższej jak dotąd wycieczce w moim życiu – 500 km w ciągu doby. I właśnie na tego typu trasach ujawniał swoją wadę: długa jazda w pełnym słońcu kończyła się najczęściej mocnym bólem głowy, a także okolic karku. Bardzo słaba wentylacja, wyczuwalna na głowie masa i kiepsko wyprofilowana skorupa sprawiały, że pierwszą rzeczą, o jakiej myślałem po zatrzymaniu się, było zdjęcie tego kowadła z głowy. Co ciekawe, nie przypominam sobie upadków w tym kasku, a przy wymianie na nowszy zauważyłem, że jest w kilku miejscach popękany – być może był to skutek kilku upadków samego kasku na asfalt (spadał na przykład z kierownicy, na której był zawieszany na postojach). Jeżeli tak faktycznie było, to cieszę się, że nie musiałem testować jego wytrzymałości podczas upadku… Kask po prostu był na głowie. Czułem się nieco bezpieczniej, ale nic poza tym.

Ventec w akcji – jeszcze z czasów, kiedy nie lubiłem asfaltu.

Rozwój cyklozy zaowocował podjęciem pracy w sklepie rowerowym, gdzie mogłem przyjrzeć się bliżej różnym kaskom. Decyzja o wymianie zapadła spontanicznie – czarny kask Abus Gambit idealnie leżał na głowie, był ładny, nie kosztował dużo (220 zł) i, mimo trzepackiej lampki z tyłu, szybko wylądował na mojej głowie. 24 otwory wentylacyjne (!) i deklarowana masa 272g robiły wrażenie, przynajmniej na papierze…

Pierwsza przejażdżka i szok: po głowie wiało jak nigdy, wentylacja na najwyższym poziomie, do tego masa pozwalająca niemal zapomnieć o jego obecności na głowie. Lampka kilka razy się przydała, poza tym była dość gustownie wkomponowana w paski i nie raziła swoją obecnością. Wnętrze kasku bardzo dobrze uformowane, wyściółka niezłej jakości – bajka. Dłuższe trasy okazały się znacznie przyjemniejsze, choć skrajnie wysokie temperatury dawały się we znaki i czasem dobrze było zrzucić Gambita z głowy. W ogólnym rozrachunku kask wspominam bardzo dobrze, okazał się przebić poprzednika pod względem komfortu o całe lata świetlne, a pamiętać należy, że kosztował niemal tyle samo, co Ventec. Polubiliśmy się z Gambitem, o czym świadczy fakt, że nie wymieniłem go z własnej woli – byłem przekonany, że nie może być lepiej…

sdf

Rok 2013 to już całkowita koncentracja na szosie. Góral, lekki full na kultowej ramie Giant NRS, służy już tylko do jazdy w złą pogodę. Szosowe buty i pedały, ogolona noga. Do full opcji brakowało tylko szosowego kasku. Po drodze, w 2014 roku, wkraczam w trzydziesty pierwszy rok mojego życia. W sporej wielkości, ale i niewielkiej masy paczce z prezentem urodzinowym znajduję kask – Giro Aeon, najbardziej PRO kask według Szymonbike’a. Masa 190g i 26 otworów wentylacyjnych. Cena oczywiście mocno kosmiczna (ok. 700 zł), na szczęście nie ja płaciłem 🙂 Szok, ale i uśmiech długo nie schodziły z twarzy, przyszedł czas na pierwsze testy.

Padło na marzec, dość ciepły, ale bez przesady. Pierwsze kilometry i… zimno, zimno w głowę! Wieje niesamowicie, 10x bardziej niż w Abusie. Grubszy buff na głowę załatwił sprawę. Pełnię możliwości Aeon pokazał latem: wentylacja niesamowicie skuteczna, kilka godzin jazdy w pełnym słońcu nareszcie nie masakruje głowy, cierpią nogi – zasłużenie! Wyściółki prawie nie ma, co nie przeszkadza w odczuwaniu wysokiego komfortu. Chociaż nie, z odczuwaniem to przesadziłem. Ciągle, po roku jazdy w tym modelu, łapię się na tym, że po krótkim nawet postoju bez kasku i ponownym jego założeniu, po kilkuset metrach jazdy chwytam się za głowę i sprawdzam, czy kask nie postanowił przedłużyć sobie postoju. Tak, trudno w tym przypadku mówić o odczuwaniu komfortu tego kasku – jego po prostu nie czuć na głowie!

gthjk

Aeon jest ze mną do dziś i pewnie nieprędko się rozstaniemy. Testy wytrzymałościowe przechodzi bez zająknięcia, więc jeżeli szczęście mnie nie opuści i dalej będę unikał bliskich spotkań z asfaltem, przejedziemy razem tysiące kilometrów.

Wniosek z powyższego jest prosty. Jeżeli jeździsz dużo, nie unikasz skrajnie wysokich temperatur, a komfort jazdy jest dla Ciebie czynnikiem istotnym, postaw na dobry, lekki kask. Koszty przesiadki na sprzęt z wyższej półki są oczywiście spore, ale zawsze możesz, jak to było w moim przypadku, podsunąć bliskim sugestię w kwestii wymarzonego prezentu. Wydatek zdecydowanie się opłaci, o czym na każdym kilometrze letniej wycieczki przypominać Ci będzie Twoja solidnie przewietrzona, odciążona głowa!

Krzysiek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *