Dlaczego kolarze amatorzy golą nogi? Szczerze!

Z roku na rok widuję na ulicach Warszawy coraz więcej facetów z ogolonymi nogami. Niewielki procent z nich stanowią zapewne panowie hołdujący nowoczesnym wzorcom dopieszczonego, schludnie wystylizowanego mężczyzny, w stylu, jak to się ładnie określa, metroseksualnym. Cała reszta to zapewne sportowcy, mieszanka profesjonalistów i amatorów pływania, ale przede wszystkim kolarstwa. Tych drugich zdradza często biała plama po wysokiej, kolarskiej skarpecie. Wraz ze zwiększoną ilością starannie wydepilowanych, męskich nóg, przybywa pytań: dlaczego golisz, czym golisz, co na to Twoja partnerka? Pytania słyszymy w pracy, na ulicy, na basenie, często nawet od bliższej i dalszej rodziny. Najczęściej od ludzi, dla których wejście z zakupami na drugie piętro to już sport, a godzinna przejażdżka rowerem wymaga kilkudniowej rekonwalescencji. I niestety musimy na te pytania, które są najczęściej mniej lub bardziej bezpośrednią drwiną, odpowiadać…

Powody, dla których golimy nogi

Standardowy zestaw odpowiedzi każdy z nas ma wykuty na przysłowiową blachę. Nie, nie golę dla zmniejszenia oporów powietrza (ten powód znają najczęściej pytający), choć ma to sens, ale nie dla amatora. Golę, bo masaż po intensywnym treningu jest mniej bolesny i łatwiejszy dla zarówno dla masującego, jak i masowanego. Golę, bo dzięki temu szybciej i mniej boleśnie goją się rany po upadkach. Aha, no i jeszcze łatwiej wciera się rozgrzewające maści przed startem… Kolarze górscy dodają przeważnie argument, że błoto nie przykleja się tak bardzo do ogolonej nogi, jak to jest w przypadku posiadania gęstego futra. A partnerka? Bardzo to lubi – przeważnie sama, mniej lub bardziej, jeździ na rowerze i wszystko doskonale rozumie.

Powyższe odpowiedzi zazwyczaj kończą wątek i pytający daje spokój, uznając nas za świrów i po cichu żartując sobie z naszego podejścia do pasji. Być może reakcja „zwykłych”, pytających ludzi byłaby inna, gdybyśmy w odpowiedziach byli szczerzy…

Znam dość pokaźne grono kolarzy-amatorów, zdecydowana większość goli nogi, choć często długo się przed tą czynnością broniła. Rzadko startują w amatorskich wyścigach, czasami zdarzy się przycisnąć na lokalnej ustawce, ale większość wypadów na rower to czysto amatorskie kręcenie. Jeżeli przypomnę sobie nasze wspólne, ale i te znane z opowieści wypady, średnia bolesnych upadków, treningów popartych nacieraniem nóg maściami sportowymi, a także sesji masażu po powrocie do domu jest bliska zeru. Poważny szlif, czy gleba, to jak trafienie szóstki w kumulacji Lotto – wszyscy o niej mówią, a trafia się tylko jednemu, w dodatku niesłychanie rzadko. Podobnie jest z masażem, chyba że potraktujemy tak samodzielne uciskanie sobie łydy przez 3 minuty po zakończeniu pedałowania… A więc standardowy zestaw odpowiedzi to w znakomitej większości przypadków po prostu ściema…

Faktyczna przyczyna golenia nóg

Golimy, bo wypada. Poważnie traktujemy naszą pasję, kupujemy za drogi jak na nasze potrzeby sprzęt, ubieramy się w profesjonalne ciuchy, kupujemy karbonowe buty za czterocyfrowe sumy, golimy więc i nogi – to oczywiste – kolarska stylówa w najczystszej postaci! Chcąc nie chcąc upodabniamy się też do zawodowców.  Czasem długo się opieramy przed pierwszym goleniem, ale gdy wreszcie przychodzi ten dzień, krew leje się strumieniami, po czym golenie na stałe wkracza do naszego kalendarza. Najważniejsze dla amatora, tak przynajmniej było w moim przypadku, jest pierwsze uczucie po wyjściu na rower z „nowymi” nogami. To wspaniałe uczucie chłodu – powietrze owiewa gołe nogi jakby ze zdwojoną mocą – jest przyjemnie, aż chce się jeździć jak najdłużej. Druga sprawa – wygląd. Rowerzyści mają najlepsze nogi w całym społeczeństwie, dlaczego więc ich nie pokazać? Dobrze wyrzeźbiona, opalona męska noga świetnie się prezentuje bez kłaków i to, mam nadzieję, nie podlega dyskusji. Te dwa czynniki powodują, że raz spróbowanego golenia nie odpuszczam. Nie odpuszczam cały rok, choć przez kilka miesięcy noga jest przykryta spodniami, nie opalona, i właściwie nie potrzebuje dodatkowego chłodzenia (poza regularnym kręceniem na spinningu).  Ale nie! Noga musi być gotowa przez cały rok, o czym często przypomina narzeczona, rzucając krótkie „kłujesz”!

Na koniec dodam, że wątek masaży pojawia się u mnie, ale głównie z racji ukończonego kursu masażu i kolegi z podobnym doświadczeniem. Czasem jestem masowany, ale częściej to ja masuję i preferuję oczywiście ogolone nogi. Głaskanie niedźwiedzia nie jest przyjemne dla obu stron. Kropka.

Może warto więc być w pełni szczerym w rozmowach z „cywilami” i zachwalać golenie nóg jako coś po prostu bardzo praktycznego. I trzymać kciuki za wzrost sportowej świadomości społecznej, dzięki czemu rzadziej spotykać nas będą głupie żarty i ciche podśmiechujki ze strony zapatrzonej w tablety gimbazy…

Krzysiek

(grafiki: http://www.danielandersson.org)

One thought on “Dlaczego kolarze amatorzy golą nogi? Szczerze!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *