Kolarskie stroje teamowe – tylko dla zawodowców!

Idea noszenia strojów teamowych przez amatorów zawsze była mi obca. Być może przyczyną jest moje dość późne zainteresowanie tym sportem. Na początku było bieganie, zimą zawsze dochodził basen, wiek nastoletni zdominowała koszykówka (dorastałem w latach 90-tych, czyli w okresie wielkiego szału na punkcie NBA w całej Polsce). Rower miałem zawsze, ale nigdy nie traktowałem go priorytetowo. Dopiero w wieku 25 lat na poważnie wciągnęły mnie 2 kółka. Nie pamiętam dokładnie okoliczności, ale poszło bardzo szybko. Tani góral, drogi góral, Mazovia, szosa, lepsza szosa… Pewna dojrzałość, na pewno większa niż u 15 latka, miała zapewne wpływ na fakt, że nie oszalałem na punkcie żadnego sławnego kolarza. Nie śledziłem wyścigów w telewizji, nie byłem na bieżąco z kalendarzem UCI, nie znałem na pamięć nazw drużyn jadących w Pro Tour. Rower był i jest formą aktywności fizycznej, sposobem na relaks i oderwanie się od rzeczywistości. Teraz, kiedy góral od dawna stoi nie używany, a cały czas spędzam na szosie, wiem nieco więcej o zawodowej stronie kolarstwa – obejrzę czasem migawki z Tour de France, wiem o sukcesach Kwiatkowskiego i Majki, a Peter Sagan kojarzy mi się z akrobacjami na szosie. To wszystko powoduje, że nigdy nie miałem w swojej szafie stroju teamowego. Nie pragnąłem być Cavendishem, mistrzem świata jak Kwiatkowski (bo przecież jako rzecze Szymonbike – noszenie koszulki mistrza świata jeżeli nie masz tego tytułu to wielki wstyd) czy choćby Armstrongiem. To nigdy nie byli moi idole, więc czemu miałbym się do nich upodabniać?

Ale strojów teamowych nie rozumiem głównie z innego powodu. Płacenie ciężkich pieniędzy za koszulkę i spodenki wypchane po brzegi reklamami i pełnienie roli mobilnego banera to jest to, czego poszukuję  w kolarstwie. Za młodu biegałem oczywiście po boisku w koszulce Michaela Jordana i Dennisa Rodmana, ale czerwony uniform Chicago Bulls, poza samą nazwą drużyny i dyskretnym logo producenta (Champion, Starter) nie zawierał żadnych innych elementów czy logotypów. Co ciekawsze, ta czystość koszykarskich strojów NBA utrzymuje się do dziś. Wczesne stroje kolarskie również pozbawione były nadmiernej ilości nadruków, ograniczając się jedynie do określenia przynależności drużynowej, która podkreślona była charakterystycznymi dla danego zespołu kolorami. Z czasem pojawiały się logotypy sponsorów, ale była to przeważnie jedna marka, a same stroje zrobione były gustownie, kolorowo, miały swój charakter (jak na przykład kultowy wzór drużyny Colnago Mapei, tak bardzo lubiany zwłaszcza przez miłośników włoskiego producenta rowerów).

 

Stroje Colnago Mapei z sezonu 1996

Dzisiejsze uniformy to niestety zupełnie inna bajka – to po prostu starannie wyceniona przestrzeń, na której potężne firmy mogą wykupić sobie reklamę. Skoro więc kolarze amatorzy mają robić za mobilną reklamę, powinni otrzymać za to wynagrodzenie, a przynajmniej same stroje za darmo. Płacenie kilkuset złotych za strój wyładowany reklamami nie ma, moim zdaniem, żadnego logicznego i ekonomicznego uzasadnienia. Sytuacja byłaby może trochę inna, gdyby obecne stroje teamowe były ładne – niestety większość z nich straciła urok właśnie poprzez przeładowanie treściami reklamowymi. Niech noszą je więc tylko ci, którym za to płacą.

Strój kolarski czy baner reklamowy?

Ze strojami drużynowymi jest w Polsce jeszcze jeden problem – podróbki. Amatorzy z najdalszych zakątków naszego kraju zaopatrują się w repliki strojów ulubionych drużyn w sklepach, które za nic mają przepisy o prawach autorskich czy licencje. Komplet Tinkoff Saxo za 199 zł w Internecie, gdzie w profesjonalnym sklepie za podobne stroje zapłacimy 400-600 zł. To powinno budzić podejrzenia. Podróbki są szyte w Polsce lub sprowadzane z Chin (sklep oferujący odzież z terminem oczekiwania 40 dni), podczas gdy każdy może samodzielnie kupić podróbkę na www.aliexpress.com. Skoro już naprawdę chcemy poczuć się jak członek ulubionego teamu, warto zainwestować w oryginalny komplet, aby choć cześć zysku poszła na wynagrodzenie dla kolarskiego idola… Niestety o tym myśli niewielu…

Oczywiście rozumiem i sam kultywuję przywiązanie do marki – producenta roweru. Chęć wyrażania owej miłości nie musi oznaczać od razu konieczności noszenia strojów teamowych, tym bardziej, że nie każda marka jeździ w pro tour. Rynek oferuje bardzo duży wybór koszulek lub całych strojów z logotypem producentów rowerów, nie przeładowanych treścią, w ciekawych kolorach, dzięki czemu jest duża szansa, że przy odrobinie wysiłku dobierzemy bardzo ładny komplet odzieży do posiadanego roweru.     W mojej szafie jest już spora kolekcja odzieży z logotypem/napisem Colnago – i, z jednym wyjątkiem (Mapei) nie są to stroje teamowe. To efekt ciągłych poszukiwań, monitorowania sytuacji w sklepach i na allegro – tylko tym sposobem minimalizujemy szansę na przegapienie okazji na wyrwanie bardzo rzadkiego na naszym rynku ciucha.

Parentini

clients_theproscloset_photo_sets_318747_Brandt__Todd_7.29.13_3of3-60

Przywiązanie do marki można wyrazić na wiele ciekawych sposobów

Cieszy też wielki rozkwit rowerowej stylówy nie powiązanej z żadną drużyną kolarską ani tym bardziej     z producentem rowerów. Na świecie widać zdecydowany zwrot w stronę kolorowych, odjechanych wzorów koszulek i spodenek, umożliwiających kolarzom dopasowanie stroju do swojej osobowości. Spokojniejsi wybiorą zapewne 2-3 kolorowe, spokojne wzory, ci bardziej energiczni i szaleni postawią na szalone kolory fluo w najdziwniejszych układach. Dzięki tym trendom kolarstwo w końcu robi się wesołe, radosne – czyli dokładnie takie, jakim je sobie wyobrażam. Chyba nigdy nie zrozumiem, co siedzi w głowach mijanych przeze mnie kolarzy, których mina przypomina wyraz twarzy Terminatora, a napompowana do granic możliwości duma nie pozwala im odmachnąć na kolarskie pozdrowienie od szczerzącego się od ucha do ucha, radosnego szosowca…

Pactimo Cycling

Sommerville Sports

Tą stronę kolarstwa – pełną uśmiechu, radości i zabawy połączonej z pasją – chce pokazać ludziom stylówa.PRO. Warto regularnie śledzić oferowane w sklepie kolekcje i czerpać z nich inspirację do codziennej pracy na swoją stylówą, aby na rowerze być po prostu sobą i pokazać światu, jak wielką frajdę sprawia nam wszystkim jazda na dwóch kółkach!

One thought on “Kolarskie stroje teamowe – tylko dla zawodowców!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *