Samotna jazda nie musi być nudna!

Liczba rowerów w Polsce rośnie w niesamowitym tempie. Są wszędzie. Można odnieść wrażenie, że jeszcze rok, dwa i na najpopularniejszych ścieżkach rowerowych w dużych miastach będą tworzyć się korki znane dotychczas tylko użytkownikom samochodów….

Przybywa rowerzystów – partnerów do jazdy. Dzięki Internetowi coraz więcej mamy cyklicznych ustawek rowerowych, na których w sezonie pojawia się 100 i więcej osób. Amatorska jazda w grupie, w peletonie stała się niemal codziennością. Bardzo pozytywne zjawisko. Rowerzyści, którzy potrzebowali dotąd dodatkowej motywacji do wyjścia z domu, lub nie zawsze mieli pomysł na ciekawą trasę w swojej okolicy mają dziś rozwiązanie podane na tacy. W pakiecie otrzymują kilkunastu nowych, rowerowych znajomych oraz solidną lekcję jazdy w grupie.

grupa_1

Ustawki, mniejsze czy większe, są dziś tak popularne, że mam wrażenie, być może niezamierzonego, ale jednak, zepchnięcia na margines osób jeżdżących samotnie. Podobne zjawisko obserwuję zimą – wydaje się, że jeżdżą wszyscy, tylko nie ja. („Nie dla każdego zima na rowerze….”). Mam sporo znajomych, którzy za żadne skarby nie wyjdą sami na rower – poruszą niebo i ziemię, by znaleźć choć jednego towarzysza.   A przecież samotna jazda to nie wyrok!

Jazdę solo lubiłem zawsze, choć zostałem do tego faktu niejako zmuszony. Wszystkiemu winne…rowery! Kilka lat pracy w sklepach sportowych i rowerowych, w nietypowych dla reszty społeczeństwa godzinach (12-20 + weekendy) wymusiły niejako samotne wycieczki. Ustawki wieczorne nie dla mnie, a weekendy w sezonie to najbardziej handlowe dni dla sklepów, dlatego także w te dni mogłem zapomnieć o jeździe w grupie. Nadrabiałem wczesnym wstawaniem i trzaskaniem setek przed pracą lub w wolne niedziele, których było w roku kilka.

Samotna jazda ma wiele zalet…  Nie wiąże mnie godzina startu. W równym stopniu jak jazdę rowerem lubię długie, nocne spotkania ze znajomymi i klubowe imprezy z ulubioną muzyką, nie zawsze więc zdrowo jest zrywać się o świcie z łóżka, aby zdążyć na wspólne kręcenie. Nic się nie stanie, jak zacznę godzinę później. Wyjdę z domu na spokojnie pewien, że niczego nie zapomniałem.

sam_1

Nie mam problemu z motywacją. Nie zasypiam podczas samotnej jazdy. Motywuje mnie pulsometr oraz uciekający czas – rzadko kiedy rower jest jedyną zaplanowaną na dany dzień aktywnością, wypada więc się śpieszyć, żeby nie zawalić reszty. Zawsze bardziej męczę się jadąc samotnie niż w peletonie, jak szybko by nie jechał. Walka z oporami powietrza połączona z możliwością całkowitego skupienia się na kręceniu, bez ciągłej walki o uniknięcie gleby, o każdy centymetr drogi w ciasno jadącej grupie wystarczą, aby porządnie się zmęczyć.

Samotnie spędzone kilka godzin to także możliwość niesamowitego odprężenia psychicznego. Choć mięśnie pracują na najwyższych obrotach, to głowa odpoczywa. Jest czas do przemyśleń, snucia planów lub po prostu nucenia ulubionych piosenek wydobywających się ze słuchawek, które nie rzadko towarzyszą mi na trasie. Te chwile docenią zwłaszcza osoby pracujące w głośnych, pełnych ludzi miejscach – nareszcie nic nie mówisz, ani nie mówią do Ciebie… Odprężeniu sprzyja szeroko pojęta wolność – tempa jazdy, wyboru trasy, ilości postojów. Nic nie musisz. Sytuacja raczej niespotykana w codziennym życiu… Warto więc nieco się nią nacieszyć.

Ustawki są fajne. Ostatnio na jednej byłem. Pomimo spokojnej jazdy w pewnej chwili połowa uczestników położyła się na asfalcie. Nagłe hamowanie, trochę krzyku i nieprzyjemny dźwięk splatających się ze sobą rowerów. Jeden z rowerzystów dokończył jazdę na sygnale, w pojeździe uprzywilejowanym… Ja się wywinąłem – jakimś cudem nie przewracam się na rowerze.  Nie zrażam się jednak i od czasu do czasu pojawię się na podobnych wydarzeniach.

Z czekających mnie w tym roku kilku tysięcy kilometrów w siodle zapewne połowę przejadę sam. I mam pewność, że będą to niesamowite, niezapomniane godziny, które na zawsze pozostaną w pamięci!

3 thoughts on “Samotna jazda nie musi być nudna!

  1. Zgadzam się z tym o czym tu piszecie. w zeszłym roku wykręciłem samotnie ok 4000 km i myślę że był to naprawdę odprężający dystans… Masa przemyśleń czasami ich kompletny brak. Tylko ja szosa i rower. Coś pięknego… 🙂

  2. ja od niedawna mieszkam w belgi i spedzam czas na rowerze sam sa tu swietne warunki do jazdy po wzniesieniach , walka z wiatrem i dystansem i samotnosc mi nie dokucza ostatnio 100km i nawet nie wiem kiedy minelo 4 h ,pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *