Stylówa a radość z kolarstwa

Zapewne każdy szanujący się rowerzysta, dla którego jednoślad to coś więcej niż środek komunikacji na linii dom-sklep, spotkał się w swoim życiu z zagadnieniem właściwej stylówy, zasadami OREC (Official Rules of the Euro Cyclist) oraz niepisanymi zwyczajami dotyczącymi rowerowego wizerunku. Większego hopla na tym punkcie mają oczywiście szosowcy, choć nie brakuje zwolenników MTB, którzy przywiązują  wiele uwagi do wizualnej strony swojej  największej  pasji. Wszystkie krążące  w rowerowym  światku  reguły  ciężko oczywiście zliczyć, ale  jest  kilka, które uznaje  się  powszechnie za kluczowe: kult koloru białego jako tego najbardziej PRO (cenione są przede wszystkim białe buty i owijki kierownicy), wysoka skarpetka jako jedyne słuszne rozwiązanie bez względu na warunki atmosferyczne czy jedyny słuszny układ, w którym to paski od kasku muszą zawsze znajdować się pod okularami. Spośród mniej znanych wytycznych warto wspomnieć na przykład zakaz noszenia całkowicie czarnych spodenek (konieczny ściągacz w innym kolorze), czy zakaz noszenia czapeczek kolarskich w cywilu.

Muszę szczerze przyznać, że części z kolarskich zasad hołduję i uznaję za słuszne. Życiową pasję należy traktować poważnie i z szacunkiem, dlatego nie może dziwić fakt przesadnej dbałości o sprzęt i wygląd, jaką obserwuję u coraz większej liczny rowerzystów.  Niepokojący jest  zaś fakt, że coraz więcej młodych (i nie tylko) ludzi najwyraźniej zbyt poważnie podchodzi o zagadnienia szeroko pojętej stylówy. Kamienna twarz, zaciśnięte usta, oczy wpatrzone gdzieś w bliżej nieokreślony punkt.. Ogólne napięcie, które często nie pozwala odpowiedzieć na radosne, kolarskie pozdrowienie, które staram się wysyłać wszystkim spotkanym na trasie kolarzom. Gdzie w tym wszystkim radość z uprawiania ukochanej aktywności?

Kolarstwo to dyscyplina sportu, w której przepaść pomiędzy zawodowcem i amatorem jest ogromna. Jeżeli w wieku 10-15 lat nie zacząłeś na poważnie trenować w klubie, nie masz czego szukać w zawodowym peletonie. Lawinowo rosnąca liczba rowerzystów i kolarzy w naszym kraju to w znakomitej większości amatorzy, którzy któregoś pięknego dnia pokonali na rowerze nieosiągalne dla szarego Kowalskiego 100 km i, o dziwo, im się spodobało. Przyszedł czas na lajkrę, pampersa, spd, karbon. Wszystko po to, aby jazda rowerem sprawiała coraz większą frajdę. Są oczywiście lokalne wyścigi i maratony, ale to dalej pasja, a nie zawód. Amatorka – forma oderwania się codzienności, szansa na poprawę kondycji fizycznej, zabawa!

Dla mnie to właśnie radość, zabawa, przyjemne zmęczenie po długiej wycieczce to najważniejsze korzyści z uprawiania amatorskiego kolarstwa. Dlatego nie zrozumiem nigdy zamykania się w sztywne ramy stylówy, nieprzymuszonego nakładania na siebie ograniczeń w imię zasad, które ktoś kiedyś gdzieś wymyślił. Nie ma wówczas miejsca na spontaniczne, nieskrępowane działania i realizację marzeń, co powinno przecież przyświecać każdemu pasjonatowi….

Dlatego też w największe upały jeżdżę w stopkach i bezrękawniku, nie używam rękawiczek. Przy temperaturze 30-35 stopni każdy odsłonięty centymetr ciała jest dla mnie na wagę złota. Powietrze opływające kostki i pachy ma niesamowitą siłę chłodzącą. Próbowałem jazdy latem w długich skarpetach  i standardowej koszulce, da się, ale różnica jest kolosalna! Zaryzykuję stwierdzenie, że lepiej chłodzony organizm pracuje wydajniej, przynajmniej takie są moje odczucia… Znam teorię, że długie skarpety chronią przed obrażeniami, na jakie narażony jest kolarz w wyniku kontaktu z przydrożną roślinnością czy kamyczkami, które wylatują z dużą prędkością spod kół samochodów. W terenie – tak. Na szosie nie zdarzyło mi się na przestrzeni kilkudziesięciu tysięcy kilometrów…

Oczywiście zawodowcy muszą jeździć kompletnie ubrani. Skarpetki, rękawiczki, rękawki – to wszystko cenna powierzchnia reklamowa. Dzięki tak kompletnemu strojowi łatwiej też zidentyfikować członków poszczególnych drużyn na trasie. Dopóki nikt nie płaci mi za jazdę w konkretnym ubraniu, będę sam decydował o swojej stylówie.

Nie mam oczywiście nic przeciwko kolarzom twardo trzymającym się ogólnie przyjętych zasad. Oddają się w pełni swojej pasji, chcą jak najlepiej zaprezentować światu to, co kochają najbardziej. Nie rozumiem po prostu tej części z nich, która otwarcie krytykuje odmienność, o której wspomniałem powyżej. Często spotykam się z podejściem, że albo jeździsz jak PRO, albo wcale. Gdzie w tym wszystkim miejsce na tak uwielbianą przez nas wszystkich wolność, jaką daje rower?

Nie mam też na myśli całkowitej dowolności. Mam bzika na punkcie czystości roweru, który czyszczę przed każdą jazdą (głównie dlatego, że jest bardzo kolorowy – mało PRO 🙂 – o najlepiej prezentuje się czysty). Moje ciuchy są zawsze czyste, niezniszczone, podobnie z butami. Resztę dobieram do pogody i nastroju, przy czym zdecydowanie wolę kolory od nudnej czerni i bieli. Kolarz to nie górnik i na rowerze musi prezentować się schludnie!

Wszystkim życzyłbym więcej dystansu do stylówy i odkrycia jej weselszej, bardziej kolorowej i praktycznej strony, której takie właśnie oblicze stara się pokazać sklep stylówa.PRO. Kolarstwo to nie tylko czerń i biel, to wzorzyste koszulki i wielokolorowe rowery, odjechane owijki i skarpetki w dowolnych długościach i wzorach.

Kolarstwo to przede wszystkim WOLNOŚĆ !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *